Dostałem mejla od osoby która jest zarówno psychologiem jak i osobą zaangażowaną w BDSM. List ten rzuca światło na nasze wcześniejsze rozważania, skąd bierze się w ludziach pociąg do BDSM. Myślę, że ten gościnny wpis wiele wyjaśnia. Dziękuję SublimeJourney za wypowiedź.
Powodem napisania tego tekstu było moje szczere zdziwienie, kiedy przeglądając polskie strony o tematyce BDSM natknęłam się na wiele niesłusznych koncepcji (nawet wśród tak zwanych „osób w klimacie”) doszukujących się psychopatologicznego podłoża tego zjawiska. Dużo się pisze o niskim poczuciu własnej wartości, zaburzeniach osobowości lub skłonnościach do depresji, które niejako leżą u podstaw lub są następstwem zamiłowania do praktyk sadomasochistycznych. Nic bardziej mylnego…
Najnowsze badania wskazują, że zarówno uprawianie BDSM nie jest wyrazem psychopatologii, jak również osoby oddające się takim praktykom nie są bardziej zaburzone lub podatne na zaburzenia psychiczne niż reszta społeczeństwa. Pomimo, że praktyki seksualne BDSM mogą być niezwykle dziwaczne a czasami wręcz drastyczne dla postronnego obserwatora, ich wspólnym mianownikiem jest to, że są “safe, sane, and consensual” (bezpieczne, przy zdrowych zmysłach i za zgodą). Molestowanie seksualne, przemoc, gwałt lub stosunki seksualne z dziećmi nie mają nic wspólnego z BDSM.
Patologizacja BDSM i innych alternatywnych praktyk seksualnych jest charakterystyczny dla teorii psychoanalitycznej. Freud uważał, że masochiści poszukując bólu w kontaktach seksualnych kierowani są poczuciem winy i wstydu. Ból jest niejako karą za osiągnięcie zaspokojenia seksualnego. Zachowania sadysty zaś tłumaczone są kompulsywnym odreagowaniem instynktu seksualnego, który bez hamulca (czyli słabe superego) przeradza się w przemoc. Podobne ujęcie zjawiska BDSM jako patologii seksualnej przedstawia model medyczny zapoczątkowany przez Krafft-Ebinga. Traktuje on tendencje sadomasochistyczne jako zaburzenie wrodzone. Żaden z tych modeli teoretycznych nie został potwierdzony w badaniach empirycznych.
Niemniej jednak, wielu współczesnych psychologów klinicznych i psychiatrów, nie wspominając o laikach, ciągle uznaje BDSM za przejaw zaburzonego umysłu. Biblia amerykańskiej psychiatrii, czyli DSM-IV (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders), zawiera takie diagnozy jak seksualny sadyzm lub seksualny masochizm i klasyfikuje je jako parafilie na równi z innymi dewiacjami sfery seksualnej. Do parafilii należą między innymi fetyszyzm, voyeuryzm i ekshibicjonizm. Na szczęście DSM-IV-TR (najnowsza poprawiona edycja „wielkiej księgi”) podając definicję seksualnego sadyzmu, wspomina o takim warunku jak niezgoda partnera lub ofiary na upokorzenie lub cierpienie. Ufff… Ulga i drobne odstępstwo od traktowania nienormatywnej seksualności jako formy choroby.
Następnym krokiem do przodu jest trwająca aktualnie debata w środowiskach naukowych i profesjonalnych o usunięciu parafilii z DSM-V. Co z tej debaty wyniknie? Może wreszcie dorośniemy jako społeczeństwo do zaakceptowania seksualnej różnorodności i przestaniemy linczować osoby o niezwykłych preferencjach seksualnych. Na razie możemy pocieszać się tym, że pojęcie dewiacji seksualnej jest względne, tak jak każde inne odchylenie od „normy”, ponieważ ogranicza się do określonej kultury i narzuconych przez nią wartości i reguł moralnych.
BDSM nie da się zaszufladkować! Należy pamiętać, że nasze życie seksualne pozostaje zagadką nawet dla tych, którzy profesjonalnie zajmują się studiowaniem tej tematyki. Oto co mówią światli psychoterapeuci o praktykach BDSM:
„BDSM może dostraczyć wiele przyjemności i uatrakcyjnić pożycie seksualne”.
Niektórzy uważają, że „BDSM jest duchową praktykę seksualną podobnie jak seks tantryczny”.
„Uprawianie BDSM pozwala zgłębiać „ciemne strony” naszej seksualności. Tak jak jazda roller-coasterem lub skok na bungee sprawia przyjemność niektórym osobom, tak przełamywanie taboo i ryzykowne praktyki BDSM wzmagają podniecenie i uczucie rozkoszy seksualnej”.
„BDSM pomaga budować intymną więź w związku partnerskim poprzez wzajemne zaangażowanie i obopólne zaufanie”.
„Niektóre osoby oddające się praktykom BDSM uważają, że jest to niechemiczny sposób osiągania odmiennych stanów świadomości.”
„Ogromne zróżnicowanie nietypowych praktyk seksualnych pozwala uniknąć rutyny i monotonii, szczególnie w związkach monogamicznych.”
Wnioski z tego są następujące:
Jeżeli masz niskie poczucie własnej wartości, depresje, nerwice lub inne problemy w dziedzinie zdrowia psychicznego, to pomyśl o psychoterapii, niezależnie od twoich preferencji seksualnych. W bardziej drastycznych przypadkach może być wskazana nawet farmakoterapia.
BDSM nie uleczy cie z tych przypadłości, wręcz przeciwnie, może jeszcze bardziej nasilić objawy lub nadwyrężyć i tak już rozchwianą psychikę.
Praktykowanie BDSM ma być źródłem rozkoszy i okazją do przekraczania własnych granic, a nie umartwianiem się psychicznym lub fizycznym.
c.d.n.
SublimeJourney
P.S. W USA istnieją organizacji i ośrodki terapeutyczne specjalizujące się w okazywaniu pomocy psychologicznej mniejszościom seksualnym. Chyba nie najlepiej pod tym względem wygląda sytuacja w Polsce. Nie mogłam znaleźć ani jednej takiej placówki w necie. Wiem jednak z doświadczenia i własnych profesjonalnych kontaktów, że nie brakuje w PL terapeutów o otwartych umysłach i z pasją wykonujących swoją prace, którym śmiało można powierzyć sekrety swojego życia seksualnego.